Eksplozja brzmień, energii i radości! Piątkowy koncert headlinera festiwalu - Jóna „Jónsiego” Þóra Birgissona, gitarzysty i wokalisty islandzkiej grupy Sigur Rós - był jedną wielką magią i feerią pozytywnych dźwięków! „Posłaniec ekstatycznej nadziei” - jak napisał o artyście The New York Magazine - dał w sobotę (18.09) w Krakowie niezapomniany muzyczny spektakl!

Koncert artysty, w ramach światowej trasy promującej jego solowy album Go, był najbardziej wyczekiwanym wydarzeniem tego roku. Płyta z rozmachem ujrzała w kwietniu światło dzienne. Towarzyszył jej szum medialny i niepowtarzalna kampania artystyczna, a wreszcie spektakl, jakiego jeszcze nie było. Po prezentacjach na letnich festiwalach m.in. Sonar w Barcelonie i Melt w Berlinie, Jónsi pokazał go na 8. Festiwalu Sacrum Profanum w Krakowie. W niezwykłych industrialnych przestrzeniach Huty im. Sendzimira.
W oryginalnej oprawie graficznej, prezentowanych na siedmiu ekranach wizualach, niezwykłej grze świateł, zabrzmiał materiał z najnowszego albumu. Starannie ułożony w jedną całość o stopniowanej dramaturgii - od utworów balladowych, spokojnych, poprzez te bardziej żywiołowe, aż do prawdziwego wybuchu brzmień w finale. Podobnie, jak płyta, tak i koncert Jónsiego to jedno wielkie pozytywne przesłanie, że w życiu naprawdę można robić to co, się chce, można spełniać każde marzenie, tylko trzeba przełamać lęk.
„Pochodzę z Islandii, nie słucham zbyt wiele muzyki, nie słucham radia i nie oglądam telewizji. To daje poczucie ogromnej swobody, można skupić się na sobie. W przypadku każdej twórczości – pisania poezji, malowania obrazów – nie wiesz, że nosisz coś w środku, nie wiesz skąd to się bierze, ale nagle wychodzi na powierzchnię, jest potężnym osobistym dziełem, które może też znaleźć szeroki oddźwięk” - wyznał Jón Þór Birgisson w wywiadzie tuż po premierze Go.

Koncertowe wydanie albumu, to prawdziwy konglomerat elektronicznego i elektrofonicznego dźwięku Sigur Rós, tyle że w bardziej popowym wydaniu. Bajkowego klimatu dodają dźwięki wibrafonu pocieranego smyczkiem, dzwonków, ukulele i oczywiście niepowtarzalny, urokliwy głos Jóna Jónsiego - najbardziej rozpoznawalny dziś na świecie falset. Artysta wystapił w Krakowie, w towarzystwie kapitalnych muzyków: swego chłopaka - Alexa Kendalla Somersa (gitara elektryczna), Úlfura Hanssona (gitara basowa), Ólafur Björn Ólafsson na klawiszach i genialnego Thorvaldura Thóra Thorvaldssona na perkusji. Aranże przygotował Nico Muhly - wielki protegowany Philipa Glassa i gwiazda młodego pokolenia amerykańskich kompozytorów, znany też ze współpracy z Antonym&The Johnsons oraz Björk. Do tego bajeczne wizuale (prawdziwy animowany ogród kwiatów, zwierząt, ptaków), i kostiumy - jakby wyjęte z dawnych legend o nieistniejących już ludach.
W koncercie zabrzmiały największe przeboje z albumu: Go Do, Animal Arithmetic czy Boy Lilikoi o rozbudowanych wstępach z rozkręcającym je do żywego mocnym drivem perkusji. Publiczność wpadła niemal w trans słuchając hipnotycznego głosu wokalisty, w otoczeniu bajkowych dźwięków melodyjnego fortepianu i bojowego pulsu perkusji. Jónsi w barwnym postrzępionym kostiumie i z pióropuszem na głowie poruszał się jak szaman jakiegoś wielkiego muzycznego plemienia, zaklinający magiczne dźwięki. Artyści stworzyli niezwykły, niezmiennie zmienny muzyczny pejzaż, na który złożyły dziesiątki ścieżek, oszałamiający gąszcz dźwięków (w tym odgłosów rojów pszczół, stada ptaków i innych zwierząt odcyfrowane i poukładane w Metropolis Studios przez jednego z najbardziej kreatywnych inżynierów dźwięku w Londynie – Toma Elmhirsta).

Dynamika koncertu osiągnęła apogeum w utworze Grow Till Tall, który rozpoczął się piękną, hymniczną wokalizą Jónsiego Birgissona, a potem rozszalała się prawdziwa burza dźwięków, której towarzyszyła na ekranach śnieżna zawierucha i przy dynamicznych wyładowaniach, pękające tafle lodu. To był arcymocny finał! Publiczność wstała z miejsc do długiej owacji.
Bisu nie było - jak po czymś takim mógłby być!
tekst i zdjęcia: strona festiwalu